Malutkie, pozornie niegroźne, ale jednak złowieszcze … kleszcze!

Tak, tak, to temat aktualny przez cały rok. Jeszcze kilka lat temu o ‘sezonie’ kleszczowym mówiło się od marca/ kwietnia do ostatnich ciepłych październikowych dni. Na skutek zmian klimatycznych i gwałtownego ocieplania się klimatu, kiedy temperatura w połowie listopada wynosi ok 5-7oC, o kleszczach musimy pamiętać przez cały rok.

Na naszych czworonożnych przyjaciołach żerują głównie dwa gatunki kleszczy: kleszcz psi oraz kleszcz łąkowy. Rzadziej zdarza się, aby na psie lub kocie znaleźć kleszcza rdzawego – one raczej preferują nas, ludzi. Poszczególne gatunki różnią się nieco wyglądem, ale mechanizm ich działania jest taki sam – wbijają się w skórę żywiciela i żywią jego krwią, wpuszczając jednocześnie do krwi swojej ofiary substancje przeciwkrzepliwe. Brzmi obrzydliwie? To nie wszystko!

Jeśli żerujący na psie lub kocie kleszcz jest zdrowy (jakkolwiek śmiesznie by to nie zabrzmiało), to jedynym niepożądanym efektem dla czworonoga może być lekkie uczucie swędzenia lub ewentualnie odczyn w miejscu wbicia się pasożyta (niewielkie zgrubienie i zaczerwienienie skóry). Gorzej, gdy kleszcz jest chory, a właściwie gdy jest zarażony którąś z  groźnych chorób: boreliozą, babeszjozą, anaplazmozą lub erlichiozą. Wówczas, razem ze śliną i zawartymi w nie substancjami przeciwkrzepliwymi do krwioobiegu żywiciela (naszego kochanego pupila!) wprowadza patogeny, co w konsekwencji skutkuje zachorowaniem psa czy kota na jedną z w/w chorób.

Mechanizm każdej z wymienionych chorób odkleszczowych w uproszczeniu wygląda podobnie

Pierwotniak namnaża się w krwioobiegu żywiciela powodując rozpad krwinek, co z kolei prowadzi m.in. do anemii i krwotoków. W zależności od rodzaju patogenu na skutek zarażenia może dochodzić także do uszkodzenia nerek, wątroby, serca, zapalenia stawów.

Rozpoznanie choroby pokleszczowej jest dość trudne, ponieważ jej objawy obserwujemy dopiero po dłuższym czasie – od tygodnia nawet do kilku miesięcy po żerowaniu kleszcza na zwierzaku! Dodatkowo objawy są dość niespecyficzne i dla każdej z chorób pokleszczowych dość podobne – gorączka, apatia, niechęć do ruchu, kulawizny, niechęć do picia i jedzenia, czasem bladość błon śluzowych i krwawienia. Oczywiście czasem można zaobserwować wszystkie, a czasem tylko niektóre z objawów, które równie dobrze mogą świadczyć o zupełnie innym schorzeniu. Jedynie babeszjoza wyróżnia się na tle innych opisywanych chorób – tu objawy pojawiają się bardzo szybko, nawet kilka-kilkanaście godzin po ukąszeniu kleszcza, a w śród nich są wysoka gorączka i brązowy mocz.

Osobiście uważam, że dobrą praktyką jest wykonywać test na choroby odkleszczowe niejako ‘z urzędu’ u psa, który trafia do lecznicy w okresie marzec-październik z choćby kilkoma z wymienionych objawów nawet, jeśli z wywiadu wynika, że właściciel na zwierzaku kleszczy nie zauważył. Bo to, że nie zauważył absolutnie nie oznacza, że ich nie było. Wielokrotnie diagnozowaliśmy chorobę odkleszczową u psa, który rzekomo kleszczy absolutnie nie łapie lub ‘był tylko jeden, kilka tygodni temu’.

Na rynku istnieje kilka prostych testów (tzw. testy kasetowe) służących do diagnostyki chorób odkleszczowych.

Dostępne są praktycznie w każdej lecznicy, koszt ich wykonania przeważnie nie przekracza 100zł, a wynik otrzymujemy po kilkunastu minutach. Oczywiście możliwe jest także wykonywanie bardziej specjalistycznych badań w laboratoriach zewnętrznych, lecz tu zarówno koszt, jak i czas oczekiwania na wyniki jest większy. Moim zdaniem testy kasetowe w zupełności wystarczają do postawienia wstępnej diagnozy.

No dobrze, ale co z profilaktyką? Jak uniknąć ryzyka?

Niestety, tak całkiem stuprocentowo się nie da.

Na rynku jest jednak dostępna cała masa preparatów w przeróżnych formach, które częściowo działają jako repelenty (odstraszają kleszcze) lub powodują, że wbity kleszcz w ciągu kilkunastu godzin usycha i odpada.

Jakie to preparaty? Począwszy od szamponów i spray’ów, przez spot-ony (krople wykrapiane na grzbiet), obroże, po tabletki. Do wyboru, do koloru!

Więc jaki wybrać? Czym się różnią, który będzie lepszy? Warto prześledzić wszystkie dostępne na ynku opcje i świadomie podjąć decyzję.

Szampony i spray’e – ich skuteczność uznaję jako w najlepszym razie wątpliwą, żeby nie powiedzieć, że żadną.
Spot-ony – tu sytuacja wygląda nieco korzystniej. Niektóre z nich zawierają substancje starej generacji i kiedyś zdawały egzamin, ale dziś wiele populacji kleszczy zwyczajnie się na nie uodporniło. Na szczęście  powstają nowe, których skuteczność jest już całkiem zadowalająca. Często zawierają w sobie kilka substancji czynnych, które zwalczają też pasożyty wewnętrzne. Całkiem ciekawa opcja. Zwykle działają około miesiąca, ale są też takie, które zabezpieczają zwierzaka przed kleszczami na kwartał.  Jednak jest kilka ‘ale’. Po pierwsze – tego typu preparaty nie sprawdzą się u zwierząt z grubym podszerstkiem, ponieważ warunkiem ich działania jest wykropienie bezpośrednio na skórę, a dostanie się do niej u niejednego futrzaka jest bardzo trudne lub wręcz niemożliwe dla właściciela. Druga kwestia – wykropiony na grzbiet preparat musi mieć czas, aby się wchłonąć, w związku z czym nie zaleca się kąpieli czworonoga ok 4 dni przed i po podaniu preparatu. W dniu wykropienia preparatu zwierzak powinien też unikać opadów deszczu.  I kolejna sprawa – część preparatów spot-on jest toksyczna dla kotów!!! Podanie mruczkowi preparatu zawierającego permetrynę może skończyć się poważnym zatruciem, a niejednokrotnie wręcz zgonem zwierzaka!!

Obroże – podobnie jak w przypadku spot-onów, zawierają substancje starszej generacji i niestety nie zawsze działają. Plus jest taki, że istnieją obroże przeciwkleszczowe wodoodporne oraz to, że te najskuteczniejsze działają ponad pół roku. Minusem natomiast jest to, że też muszą dotykać bezpośrednio do skóry, czyli raczej nie sprawdzą się u zwierzaków z bujną okrywą włosową. Oczywiście zawsze można wygolić sierść na przebiegu obroży ale raczej nikt się na to nie decyduje. Ważna uwaga przy stosowaniu obroży tak długo działających – od strony przylegającej do ciała ich powierzchnia jest porowata, czyli ma drobniutkie otwory, przez które stale uwalniana jest substancja czynna. Otwory te z czasem zatykają się złuszczonym naskórkiem i wydzieliną łojową produkowaną przez skórę, co znacznie zmniejsza skuteczność działania obroży. Warto, aby raz na jakiś czas przetrzeć taką obrożę wilgotną ściereczką aby odetkać zatkane pory i przedłużyć jej działanie. Ważne, aby obroża przeciwkleszczowa była zapięta ciasno – pasek luźno zwisający na szyi nie zabezpieczy czworonoga przed kleszczami. Do obroży przeciwkleszczowej nie podczepia się smyczy, nie ciągnie się za nią – bez dwóch zdań powinna być założona tak, aby między nią a skórę mogły wejść max dwa palce. I jeszcze jedna sprawa – stosowanie obroży jest dyskusyjne u kotów wychodzących, istnieje bowiem ryzyko, że zwierzak się na niej powiesi.
Uwaga na tanie obroże z marketów czy bazarków – parciane paski czy plecionki nie mają prawa działać! Niestety, obroża, która ma zabezpieczać naszego pupila przed kleszczami na ponad pół roku nie będzie tania. Trzeba przygotować się na koszt zdecydowanie ponad 100zł.

Tabletki – zdominowały rynek w ostatnich latach. Są smakowe, co ułatwia ich podawanie. Znajdziemy takie zarówno dla psów i dla kotów, takie które działają tylko na pchły i kleszcze oraz takie, które dodatkowo odrobaczają. Działają miesiąc lub kwartał – do wyboru do koloru. I co ważne – są naprawdę skuteczne! Nie ma tu kwestii za długiej i zbyt gęstej okrywy włosowej, deszczowej pogody, kąpieli ani poprawności aplikowania czy zakładania. Nie słuchajmy opinii o szkodliwym wpływie na wątrobę czy innych negatywnych skutkach stosowania tabletek przeciwkleszczowych – prawda jest taka, że każdy preparat, w każdej formie, może wywołać niepożądaną reakcję organizmu – miejscowy odczyn alergiczny, nietolerancję pokarmową itp. Każdy z dostępnych na ryku preparatów jest przebadany, większość tabletek jest bezpieczna także dla samic w ciąży i karmiących oraz dla szczeniąt i kociąt (przeważnie od 8 tygodnia życia).

No dobrze, ale są też szczepionki zabezpieczające przed chorobami odkleszczowymi.

Tak, na rynku jest dostępna jedna szczepionka – przeciwko boreliozie, która u zwierząt zdarza się relatywnie rzadko w porównaniu np. z anaplazmozą czy babeszjozą.

Osobiście uważam, że pieniądze płacone za szczepionkę przeciwko boreliozie lepiej przeznaczyć na zakup dobrego preparatu przeciwkleszczowego, który w ogóle zabezpiecza przed inwazją kleszczy, a w związku z czym obniża ryzyko zachorowania na każdą chorobę odkleszczową.

Ważne! Obniża, a nie zabezpiecza całkowicie!

Niestety, nawet przy najskuteczniejszych preparatach i i najbardziej skrupulatnym przestrzeganiu zasad ich stosowania ryzyko, że pojedyncze kleszcze mogą się przytrafić naszemu pupilowi, dalej istnieje. Co więcej, wiele preparatów działa w ten sposób, że kleszcze wysuszają się i odpadają dopiero po kilkunastu – kilkudziesięciu godzinach a do zarażenia niektórymi chorobami wystarczy już kilka godzin.

Nie mniej jednak uważam, że profilaktyka przeciwkleszczowa to podstawa.

Każdy kleszcz wbity w naszego czworonożnego przyjaciela to jego potencjalne cierpienie.

Gorączka, osłabienie, ból, niechęć do życia, całe garści leków, dziesiątki bolesnych zastrzyków, godziny spędzone pod kroplówkami w gabinecie weterynaryjnym, czasem bez gwarancji powodzenia terapii … nikt nie chce takiego scenariusza dla swojego pupila. Nie wspominając już o kosztach i czasie  leczenia, które często należy liczyć w setkach złotych i upływających tygodniach … a niestety niektóre zmiany zachodzące w organizmie na skutek przechorowania choroby odkleszczowej są nieodwracalne … dbajmy o naszych czworonożnych przyjaciół, nie bagatelizujmy profilaktyki przeciwkleszczowej!

profilaktyka przeciwkleszczowa